LIESE LINDBERG
zd. Ericsson
13.07.1987, Sztokholm ♦ mężatka (?) ♦ kwiaciarka
Życie to taka
beznadziejna rzecz. Jest kruche, słabe i krótkie. Ucieka nam przez
palce, dużo od nas wymaga, ale niewiele daje. Rani, czasem tak
mocno, że nie starcza nam siły na walkę. Skłania do czynów,
których nie chcemy robić. Potęguje w nas strach. Czyni nas tym
jacy jesteśmy przez całe jego trwanie, często bez możliwości
zmiany siebie. Zmusza do częstej refleksji nad samym sobą. Daje
marne powody do szczęścia.
Wstajesz wczesnym rankiem
– kilka minut przed piątą, może kilka minut po. Odkąd pamiętasz
śpisz niewiele, nękają cię koszmary. Miejsce obok jest puste od
ponad roku, a w sąsiednim pokoju cicho pochrapuje twoja siostra.
Niby ją kochasz, niby chcesz dla niej jak najlepiej... Ale z dnia na
dzień coraz bardziej wątpisz w swoje przekonania. Kwadrans później
częstujesz się kubkiem gorącej kawy – mocnej, czarnej z trzema
kostkami cukru. Dorzucisz do tego papierosa lub dwa. Od dawna
zapierasz się, że rzucisz to świństwo, spróbujesz zadbać o
siebie. Gdy przypominasz to sobie, dorzucarz jeszcze jedną szlugę.
Tak na udowodnienie, iż twoje życie to jedna wielka porażka.
Nieświadomie spoglądasz na regał w części zwanej pokojem
dziennym. Stary mebel ma daleko za sobą lata świetności. Nie ma na
nim żadnych zdjęć, bo wszystkie ukryłaś w pudełku po butach.
Nie chcesz oglądać znajomych ci twarzy, pogrążać się w jeszcze
większym smutku. Książki o budowie człowieka zadają ci kolejny
cios – studia były twoim marzeniem, ale porzuciłaś je. Może
powinnaś je sprzedać? Trochę kasy zawsze się przyda, a lekarzem
nie zostaniesz już nigdy. Wracasz do sypialni, narzucasz na siebie
jego flanelową koszulę. Zostawił ich kilka, ale tą lubisz
najbardziej. Chociaż nie czujesz już jego męskiego zapachu, nadal
powraca tych kilka szczęśliwych wspomnień. Ale tylko na moment,
potem znowu pogrążasz się w ponurej rutynie. By nie oddać się
jej całkowicie, bierzesz plecak i wychodzisz. Niewielka kwiaciarnia
znajduje się trzy przecznice dalej – pokonujesz je szybkim,
energicznym krokiem. Twoje włosy zdążyły się poddać wilgotnej
mgle, na głowie masz szopę. Nie przejmujesz się tym jakoś
specjalnie, przed rozpoczęciem pracy zapalasz kolejnego papierosa.
Następnie przez osiem równych godzin produkujesz wiązanki, bukiety
i inne takie. Sztucznie uśmiechasz się do znanych ci ludzi, którzy
myślą, że jesteś inna. Wracasz do domu, pustych ścian. Gabriela
gdzieś wyszła, szybko nie wróci. Odgrzewasz sobie wczorajszą
pizzę, szukasz na kanale sensownego programu, a znowu włączasz
brazylijski tasiemiec. Zasypiasz na kanapie... budzisz się kilka
minut po północy, idziesz wziąć prysznic. Znowu nie ma ciepłej
wody, ale nie marudzisz. Powolnym krokiem idziesz do sypialni. Nie
wytrzymujesz, w twoich dłoniach lądują zdjęcia. Zdjęcia, na
których widać cię szczęśliwą. I znowu patrzysz na niego, chcąc
się wtulić w jego ramiona.
[No cześć ;P. Chcę wątków - ciekawych, długich. Tragicznych powiązań, patologii. Poza tym postać Aarona i Gabrieli do przejęcia (tak jakby ktoś się pokusił, chociaż obstawiam, że długich kolejek do moich postaci nie będzie).]
[W pierwszej chwili miałam wrażenie, że mają tak samo na nazwisko - to musi być przeznaczenie. Cześć, dzień dobry, śliczne zdjęcie, postać fajna, ale smutna, jednak jako palaczka na pewno dogada się z Mirą. ;]
OdpowiedzUsuńM. Lindgren
[Przyszłam się przywitać - cześć.
OdpowiedzUsuńI chciałabym jeszcze zwrócić uwagę, że pod poprzednią kartą nie ma jeszcze trzech komentarzy, więc opublikowałaś się troszkę za szybko :)]
//Veikka.