14.09.2014
Nowy shoutbox u dołu strony - poprzedni blokował dodawanie komentarzy w niektórych zakładkach.

niedziela, 14 września 2014

Per aspera ad astra.


LIESE  LINDBERG
zd. Ericsson
13.07.1987, Sztokholm ♦ mężatka (?) ♦ kwiaciarka

Życie to taka beznadziejna rzecz. Jest kruche, słabe i krótkie. Ucieka nam przez palce, dużo od nas wymaga, ale niewiele daje. Rani, czasem tak mocno, że nie starcza nam siły na walkę. Skłania do czynów, których nie chcemy robić. Potęguje w nas strach. Czyni nas tym jacy jesteśmy przez całe jego trwanie, często bez możliwości zmiany siebie. Zmusza do częstej refleksji nad samym sobą. Daje marne powody do szczęścia.
Wstajesz wczesnym rankiem – kilka minut przed piątą, może kilka minut po. Odkąd pamiętasz śpisz niewiele, nękają cię koszmary. Miejsce obok jest puste od ponad roku, a w sąsiednim pokoju cicho pochrapuje twoja siostra. Niby ją kochasz, niby chcesz dla niej jak najlepiej... Ale z dnia na dzień coraz bardziej wątpisz w swoje przekonania. Kwadrans później częstujesz się kubkiem gorącej kawy – mocnej, czarnej z trzema kostkami cukru. Dorzucisz do tego papierosa lub dwa. Od dawna zapierasz się, że rzucisz to świństwo, spróbujesz zadbać o siebie. Gdy przypominasz to sobie, dorzucarz jeszcze jedną szlugę. Tak na udowodnienie, iż twoje życie to jedna wielka porażka. Nieświadomie spoglądasz na regał w części zwanej pokojem dziennym. Stary mebel ma daleko za sobą lata świetności. Nie ma na nim żadnych zdjęć, bo wszystkie ukryłaś w pudełku po butach. Nie chcesz oglądać znajomych ci twarzy, pogrążać się w jeszcze większym smutku. Książki o budowie człowieka zadają ci kolejny cios – studia były twoim marzeniem, ale porzuciłaś je. Może powinnaś je sprzedać? Trochę kasy zawsze się przyda, a lekarzem nie zostaniesz już nigdy. Wracasz do sypialni, narzucasz na siebie jego flanelową koszulę. Zostawił ich kilka, ale tą lubisz najbardziej. Chociaż nie czujesz już jego męskiego zapachu, nadal powraca tych kilka szczęśliwych wspomnień. Ale tylko na moment, potem znowu pogrążasz się w ponurej rutynie. By nie oddać się jej całkowicie, bierzesz plecak i wychodzisz. Niewielka kwiaciarnia znajduje się trzy przecznice dalej – pokonujesz je szybkim, energicznym krokiem. Twoje włosy zdążyły się poddać wilgotnej mgle, na głowie masz szopę. Nie przejmujesz się tym jakoś specjalnie, przed rozpoczęciem pracy zapalasz kolejnego papierosa. Następnie przez osiem równych godzin produkujesz wiązanki, bukiety i inne takie. Sztucznie uśmiechasz się do znanych ci ludzi, którzy myślą, że jesteś inna. Wracasz do domu, pustych ścian. Gabriela gdzieś wyszła, szybko nie wróci. Odgrzewasz sobie wczorajszą pizzę, szukasz na kanale sensownego programu, a znowu włączasz brazylijski tasiemiec. Zasypiasz na kanapie... budzisz się kilka minut po północy, idziesz wziąć prysznic. Znowu nie ma ciepłej wody, ale nie marudzisz. Powolnym krokiem idziesz do sypialni. Nie wytrzymujesz, w twoich dłoniach lądują zdjęcia. Zdjęcia, na których widać cię szczęśliwą. I znowu patrzysz na niego, chcąc się wtulić w jego ramiona.  



[No cześć ;P. Chcę wątków - ciekawych, długich. Tragicznych powiązań, patologii. Poza tym postać Aarona i Gabrieli do przejęcia (tak jakby ktoś się pokusił, chociaż obstawiam, że długich kolejek do moich postaci nie będzie).]

2 komentarze:

  1. [W pierwszej chwili miałam wrażenie, że mają tak samo na nazwisko - to musi być przeznaczenie. Cześć, dzień dobry, śliczne zdjęcie, postać fajna, ale smutna, jednak jako palaczka na pewno dogada się z Mirą. ;]

    M. Lindgren

    OdpowiedzUsuń
  2. [Przyszłam się przywitać - cześć.
    I chciałabym jeszcze zwrócić uwagę, że pod poprzednią kartą nie ma jeszcze trzech komentarzy, więc opublikowałaś się troszkę za szybko :)]

    //Veikka.

    OdpowiedzUsuń