"Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem - piekło wiąże się z ludźmi.
Może to ludzie są piekłem."
John Marsden
John Marsden
|| Muzyka ||
Urodzony dnia trzydziestego pierwszego grudnia, roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego w bliżej nieokreślonym, amerykańskim mieście. Nazwany po pradziadkach, których nigdy nie poznał, szybko nauczył się, że próba wymówienia jego imion przez osobę anglojęzyczną, nie ma racji bytu. Miał trzy i pół lata, gdy jego ojciec - strażak - zginął na służbie, osieracając żonę i dwójkę dzieci. Zaledwie cztery lata później ponownie stanął na cmentarzu w czarnym, zdecydowanie za dużym na siebie garniturze, chowając do grobu zniszczoną przez życie matkę. Swojej siostry bliźniaczki miał już nigdy nie zobaczyć, jako że kuzynka jego rodzicielki, nie zamierzała "użerać się z dwójką trudnych dzieciaków". Oddany do sierocińca, trafił w końcu do rodziny zastępczej, z której uciekł mając czternaście lat.
Chciałbyś wiedzieć więcej? Cóż, historia, jakich wiele na tym parszywym świecie. Z odrobiną szczęścia i z masą poświęceń, których dzisiaj nie chce już pamiętać, w wieku lat szesnastu trafił do Irlandii. Pracując gdzie popadnie, starał się wieść normalne życie. Acz, jak mawiają, to pojęcie względne. Nie umiejąc zagrzać nigdzie na dłużej miejsca, zaskakująco dobrze odnajdywał się w krainie Celtów aż do dnia, w którym dała o sobie znać przeszłość. Potem było jeszcze wiele krajów, od Wielkiej Brytanii począwszy, poprzez Holandię, Niemcy i Polskę, na Hiszpanii skończywszy. Sam nie wie, dlaczego zdecydował się na Szwecję. Być może dlatego, że ta nigdy szczególnie go nie pociągała. Spakowawszy swój niewielki bagaż, przeszło dwa i pół lata temu, przeniósł się do Sztokholmu. Zamieszkując tamtejsze ulice i schroniska, stara się nie rzucać w oczy, co bynajmniej nie było nigdy dla niego łatwe. Dorabiając mniej lub bardziej legalnie, nie wybiega myślami w przyszłość. Przeszłość aż za nadto dobrze nauczyła go, że ta gra nigdy nie jest warta świeczki.
Charakter? Cóż, warto na wstępie powiedzieć, że owy młodzieniec jest nadpobudliwy. Nadążenie za biegiem jego myśli nie działa dobrze na niczyje zdrowie psychiczne, o stanie emocjonalnym nie wspomniawszy. Jest człowiekiem bardzo zabawnym, sprawiającym wrażenie kogoś, kto nie umie być poważny, niezależnie od sytuacji. Robiący wszystko, by wyglądać tak przeciętnie, jak tylko potrafi, oszukał już niejednego. W rzeczywistości kryje w sobie wiele sprzecznych emocji i cech charakteru. W kruchej czaszce kryje się jego największa broń - mózg, z którego potencjału nigdy w pełni nie korzystał, i tak mając intelektualną przewagę nad sporą częścią populacji. Bardzo sarkastyczny, bywa że i cyniczny, choć przeważnie zawsze wszystko obracający w żart. Wydaje się być kimś, z kim nietrudno się dogadać, kogo łatwo zmanipulować i wykorzystać. Kimś niewinnym, niedoświadczonym przez życie. Jakże pozory potrafią nas zmylić.
Wygląd? Chłopczyna mierzy sobie obecnie dokładnie metr osiemdziesiąt sześć wzrostu i nie zamierza dalej rosnąć. Hebanowe, bujne włosy, zawsze sterczą we wszystkie strony, a duże oczy, okalane wachlarzem ciemnych, długich rzęs, potrafią swoim bursztynowo-złotym spojrzeniem, zmylić i oszukać najbystrzejsze z osób. Blada cera niemalże w całości ozdobiona jest pieprzykami, a gdzieniegdzie i ciemnymi piegami. O bliznach pokrywających to ważące za mało do swojego wzrostu ciało, nie wspomina nigdy. Cóż by to zmieniło? Usta, według wielu, ma zapewne warte grzechu. Przynajmniej dopóty, dopóki siedzi cicho; treść z nich płynąca bywa lepsza od kubła zimnej wody.
Młodzieniec uwielbia czytać, choć rzadko może sobie pozwolić na ten rarytas. Zamieszkując sztokholmskie ulice, ignoruje pewnego Pana u progu kryzysu wieku średniego, który nieustannie kręci się wokół jego osoby. Ponoć chcąc pomóc, ha!, też coś! Altruizm jest niczym duch, każdy o nim słyszał, ale nikt wie, jak wygląda. A On z całą pewnością w niego nigdy nie wierzył. Chociaż nie było mu dane ukończyć szkoły, wiedzy na wiele tematów mu nie brakuje, dzięki czemu jedynie nieliczni są w stanie spostrzec, że młodzieniec marnuje swój potencjał i życie. Bowiem nie znając innej rzeczywistości, z głęboko skrywanym niskim poczuciem własnej wartości i z niezliczonymi demonami pod łóżkiem, trudno o chęć posiadania lepszego życia. Być może w alternatywnym świecie byłby dzisiaj kimś ustawionym, może nawet wybitnym i znanym. A może skończyłby jako niewdzięczny syn oddanych mu rodziców. Albo umarłby jako kilkuletnie, pełne życia dziecko, po nieszczęśliwym upadku z drzewa. Tego nie wie nikt. I pewnie tak jest lepiej.
"- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj."
Lewis Carroll
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj."
Lewis Carroll
~~~~****~~~~
EYSTEINN PRZEMYSŁAW WASIKOWSKY
STANLEY NOVAK
Prawie 22 lata
Obywatel świata
P.S Nie, nie warto łamać sobie języka. Stanley doprawdy wystarczy.
P.P.S Obecnie najłatwiej o spotkanie go na rynku miasta, wmieszanego gdzieś w tłum ludzi. Jeśli nie, warto zahaczyć o którąś z miejskich bibliotek lub muzeów. Bywa, że odwiedzi którąś z tańszych kawiarenek lub słabo prosperujących restauracji, w których od czasu do czasu dorabia. Gdyby tam go jednak nie było, najpewniejszy będzie spacer po sztokholmskich ulicach.
[Witam wszystkich! :)
Karta na razie taka sobie, ulegnie jednak w najbliższym czasie pewnym zmianom. Na lepsze, jak mam nadzieję.
Twarzy użyczył Dylan O'Brien.
Cytat w tytule należy do J.M.Barrie. Reszta tak, jak napisano.
Pozdrawiam!]



[No, czeeeść. ;* Wspominałaś mi coś o jakościowej słabości i innych tego typu rzeczach, ale szczerze mówiąc, niczego takiego nie zauważyłam. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że po przerwie piszesz jeszcze lepiej <33 Zakochałam się w Stanie już w chwili, w której nakreślałaś mi jego osobę, lecz końcowy efekt przerósł moje oczekiwania. Fajna ta Twoja nadpobudliwa bestyjka, więc porywam ją do wątku! ;*]
OdpowiedzUsuńLovise Larssen
[no heeej.
OdpowiedzUsuńmam takie jedno małe pytanie - w linkach zapisać po prostu jako Stanley Novak, si?
no i wyrażam ogromną chęć na wątek :)]
//Veikka.
[Nie dość, że zaraz przyjdzie mi oglądać tego pana w kinie to jeszcze na blogu mnie prześladuje. ;) Ciekawy ten Stanley, chociaż przykre że nigdzie sobie miejsca nie może zagrzać i że zostało mu mieszkanie na ulicach Sztokholmu, ale i takie historie się przytrafiają... No nic, witam na blogu, bo im nas więcej, tym większe szanse, że przeżyje.
OdpowiedzUsuńTak przy okazji: Altruizm jest niczym duch, każdym o nim słyszał, ale nikt wie, jak wygląda. ─ chyba powinno być "każdy" ;).]
Solane
[To moje lenistwo. Nie chciało mi się wejść w edycję i poprawić :D]
UsuńLovisa nie należała do grona cierpliwych ludzi zamieszkujących stolicę. Z delikatnością godną buldożera przeciskała się przez gęsty tłum ludzi czekających na zmianę światła, aby jako pierwsza z wielu, pokonywać długie, sztokholmskie ulice w tempie ekspresowym. Prawdopodobnie, gdyby miała kiedyś okazję podejść do egzaminu na prawo jazdy, oblałaby na przysłowiowe dzień dobry, powodując przy tym monstrualną kolizję. Wyłudzała na kasjerkach pierwszeństwo przed innymi klientami, denerwowała ludzi swoim niecierpliwym zachowaniem, i chociaż próbowała udoskonalić swoją organizację - rzadko unikała sytuacji, w których nie musiała czekać. Ciągle w biegu i z głową w dziesięciu miejscach na raz, idealnie wpasowywała się w stereotypowy obrazek zatłoczonego miasta przepełnionego korkami, hordami turystów oraz mieszkańców zbyt zaprzątniętych sobą, by zwracać na cokolwiek uwagę. Ten dzień wbrew pozorom niewiele różnił się od pozostałych; około szóstej rano pojawiła się w Akademibokhandeln, większość czasu sortując i układając podręczniki, później pokornie znosząc niezdecydowanie klientów, by o czternastej gnać na złamanie karku do zakładu pogrzebowego, gdzie co prawda, nie zarabiała kroci, ale przynajmniej zyskiwała paręnaście dodatkowych koron do przeciętnej wypłaty. Życie w Sztokholmie miało zarówno swoje plusy, jak i minusy: do tych pierwszych zdecydowanie zaliczyłaby łatwość w znalezieniu pracy, komunikację umożliwiającą szybkie przemieszczanie się z punktu do punktu, natomiast do drugich, bezsprzecznie należały wysokie ceny, zarówno żywności, ubrań, jak i zwykłego mieszkania, choć nie była pewna czy jej wynajmowany pokój, dzielona z obcymi ludźmi kuchnia oraz łazienka, mógł się zaliczyć w kategorii swoich czterech kątów. Jedno było pewne - panna Larssen ceniła te skromne warunki bardziej, niż cokolwiek innego, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że ulica bywa bardziej bezwzględna, niż współlokator, który przypadkowo, lub nie, zjadł twój jogurt.
OdpowiedzUsuńW bibliotece miejskiej pojawiła się w wyznaczonym czasie, poszukując wzrokiem Christiana O'Bree; w rękach tego człowieka, leżała ostatnia wola jej ojca, która miała zostać przedstawiona w dwudzieste pierwsze urodziny dziewczyny. Po niespodziewanej śmierci Antona, ostała na tym świecie zupełnie sama i w chwilach załamań, zwykła wyzywać od najgorszych zmarłych rodziców, mimo tych paru lat szczęścia niedostatecznie wielkiego, by móc ją w jakiś sposób na prawić, ale na tyle szczerego, iż przez chwilę poczuła się bezpieczna. Ona była nauczycielką szwedzkiego w szkole podstawowej, on prowadził firmę budowlaną przejętą po swoim ojcu; po pierwszym poronieniu Britt, wpierw chcieli adoptować niemowlę, a kiedy czas oczekiwania przerósł to pragnienie, postawili na trzynastoletnią Lovisę. Lovisę, która krótko potem została odsunięta na drugi plan, bowiem szybko rozpoczęli żmudne starania o swojego prawdziwego potomka. Tak naprawdę, czuła się nieswojo ze świadomością dziedziczenia po ludziach, którzy i bez pieniędzy, dali jej wiele; nie była ich rodzonym dzieckiem, więc naturalną koleją rzeczy było skrępowanie, ilekroć Christian próbował się z nią skontaktować.
Szybko zorientowała się, iż próby uniknięcia tego dziwnego człowieka spełzają na niczym, toteż zrezygnowana zgodziła się przyjść do biblioteki w trakcie przerwy w pracy; spacerowała między niebotycznie wysokimi regałami, rozanielona zapachem starych, zniszczonych książek, co jakiś czas zerkając na zegarek. W końcu, zniecierpliwiona brakiem obecności prawnika, zdecydowała się poczekać na schodach budynku. aby w razie jego nieobecności, nie zakłócać spokoju czytelników, soczystymi przekleństwami. Stanęła w progu jak wryta, już otwierała usta gotowa do napuszczenia ataku, bo wreszcie dostrzegła cholerną pijawkę, ale zamiast dać wyraz irytacji, oparła się lewym ramieniem o framugę, nasłuchując nietypowej rozmowy rozgrywającej się pomiędzy dojrzałym mężczyzną, a chłopakiem, którego póki co, mogła określać mianem zawadiaki.
Usuń- Nie chciałabym przerywać kłótni kochanków, ale za pół godziny powinnam być w pracy. Do dzieła, panie O'Bree - odezwała się wreszcie, szczerze ubawiona obserwowaną sceną.
Lovisa
[Trudno z tymi pomysłami, bo tak naprawdę trudno go gdziekolwiek spotkać.
OdpowiedzUsuńMoże w bibliotece. Albo pomoże jej zdjąć książkę do której nie sięga, albo będzie stał po drugiej stronie regału i Veikka mu jakąś zrzuci na głowę, bo za bardzo ją popchnie i wyleci z drugiej strony, hm? :D]
[To przykre, bo Solane tak naprawdę nie ma swojej smutnej historii. Pewnie wszystko jeszcze przed nią. ;p I tak jak ochotę pewnie bym znalazła, tak czasu na wątek już niestety nie. Musiałam sobie porobić limity, bo na każdym blogu regularne prowadzenie 6 wątków mi nie wychodzi. Jak mi się zwolni jakieś miejsce (czyli jak mi jakaś postać padnie albo ktoś ucieknie z wątku) to wtedy się zgłoszę, okej? A póki co powodzenia ze Stanem ;)]
OdpowiedzUsuńSolane
[Ciekawy ten Stanley, no nie powiem. Mój Felix to jeszcze dziecko. Powtórzę to, co napisałam w karcie - męsko-męskie to nie moja działka, bo przyjaźnie szybko mi się nudzą, a wiele wspólnego nasi panowie chyba nie mają, więc i o to trudno. Wybacz.]
OdpowiedzUsuńVinter-Hult
[ Dzięki, dzięki. Myślę, że będzie całkiem miło, po to właśnie tworzę tego bloga.
OdpowiedzUsuńCo do wymyślania... jestem w tym beznadziejny. Jak przyjdzie wena, zgłoś się - zacznę. ]
Matthias
[To zależy, która opcja. Ta z pomocą przy książce, czy ta ze zrzuceniem jej na głowę :)]
OdpowiedzUsuń//Veikka.
[to okej, ja zacznę, bo nie mam z tym problemu. ale pewnie jutro, jak już będę miała chwilkę na skupienie się, bo musi mieć to jakieś ręce i nogi :D]
OdpowiedzUsuń//Veikka.
[ O matko, byłam pewna, że ci odpisałam, patrzę, a tu nie.. Skleroza czy jakieś coś.
OdpowiedzUsuńW każdym razie, wątek zawsze chętnie. Pomysły jakieś? c: ]
Lasse
[Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuńWątek bardzo chętnie. Oboje łatwo nie mieli, więc coś ich łączy. Masz pomysł na ich spotkanie? Czy może na powiązanie ? ]
Pia
Mogła tego wszystkiego uniknąć; tej wiecznej pogoni za pieniędzmi, tego pędu charakterystycznego dla dużych miast, zmartwień pojawiających się każdego dnia, a nawet wyrzutów sumienia zżerających ją od środka. Wystarczyło dwa lata temu wrócić do zimnej Kiruny, miejsca skąd pochodziła. Dzisiaj uciekałaby wieczorami z domu żeby obserwować nocne niebo, wyczekując pojawienia się zorzy polarnej; byłaby wolna od odpowiedzialności, od samodzielności oraz samotności. Rodzina, jakkolwiek spaczona do granic możliwości, była cząstką Lovisy - cząstką, którą kochała równie mocno, co nienawidziła. Życie tam bolało niemal każdego dnia, rozrywało serce, ale dawało także pewnego rodzaju siłę niemożliwą do pozyskania w żaden inny sposób. Rodzina potrafiła być przysłowiową kotwicą trzymającą cię w miejscu; ona wiedziała o tym najlepiej. Mając tak liczne, zróżnicowane wiekiem rodzeństwo, które było zdane jedynie na siebie - słowa o kochających rodzicach kwitowała ironicznym śmiechem. Jej ojciec w przerwie między wyrokami, robił dzieci na potęgę, a matka szukała najbliższej okazji do wylania sobie za kołnierzyk. Starsze rodzeństwo znęcało się nad młodszym i w tej wiecznej walce o byt, czasami traciła rachubę. Może dlatego dziś była tak... egoistyczna, skupiona jedynie na swojej przyjemności, pragnieniach, wygodzie. Niektórzy pokusiliby się o stwierdzenie 'zepsuta', lecz w tym przypadku, to nie obrzydliwe bogactwo zniszczyło dziewczynę, a nadmiar wrażeń i emocji, z którymi czasami nie mogła sobie poradzić. Od trzynastego roku życia wędrowała po rozmaitych rodzinach zastępczych, uczyła się zaradności, przyjmowała wszystkie ciosy i jako dorosła kobieta, potrafiła poradzić sobie prawie ze wszystkim, albo po prostu lubiła w ten sposób o sobie myśleć. Larssenowie okazali się ostatnim przystankiem przed osiągnięciem pełnoletności; adoptowali ją, lecz nigdy nie chcieli tak naprawdę poznać. O ile nie sprawiała problemów, uczyła się, zachowywała grzecznie w domu i poza nim, byli zadowoleni. Miewała dni, w których zwykła myśleć o sobie jako ich ulubionym zwierzątku; przygarniętym, wychowanym, pielęgnowanym. Pięknej namiastce utraconego maleństwa.
OdpowiedzUsuńPodsłuchiwanie nigdy nie było jej najmocniejszą stroną; od niepamiętnych czasów miała problemy z udawaniem, toteż próba nie zdradzenia swojej obecności zawsze kończyła się klęską, nawet jeśli udało jej się w jakiś sposób nie dać znać, to prędzej czy później i tak wpadała. Czasami sama się przyznawała, ale nie tym razem. Przybrawszy znudzony wyraz twarzy, mogła z powodzeniem udawać niezainteresowaną, tylko jej bystre oczy wręcz lśniły ciekawością. Nie ukrywajmy; nie codziennie jest się naocznym świadkiem wymiany zdań pomiędzy dorosłym, statecznym mężczyzną, a nastoletnim chłopakiem, który zarzuca swojemu rozmówcy dwuznaczne rzeczy. W duchu pogratulowała brunetowi dowcipnej odpowiedzi, powstrzymując z wielkim trudem uśmiech pragnący wkraść się na usta. Już miała powiedzieć coś w stylu: Wątpię, panie O'Bree", kiedy ku jej zdziwieniu, inicjatywę przyjął chłopak, którego już w myślach nazwała zawadiaką.
Usuń- Lovisa. O wiele lepiej pasuje do ciebie określenie "zawadiaka", Stan - odparła nieprzejęta obecnością osoby trzeciej, wysilając się na swój najbardziej urokliwy uśmiech, gdy podała mu zimną dłoń z krzywymi, bo niegdyś połamanymi, długimi palcami. Wolała nie wypowiadać się w sprawie Christiana; był prawnikiem, natomiast dziewczyna nienawidziła wszystkiego, co posługiwało się wyświechtanymi, uprzejmymi gadkami i paradowało w najdroższych strojach. Bo, jak człowiek, którego od pozostałych dość przeciętnych ludzi, dzieli naprawdę duża przepaść finansowa, ma ich bronić? Mężczyzna należał do świata jakiego panna Larssen zdecydowanie nie chciała głębiej poznawać, natomiast prawnicza dyskusja mogła ją jedynie uśpić, więc szybko zabrała dłoń, odwracając się do nich plecami. - Za rogiem jest nieduży bufet, możemy się czegoś napić. Teoretycznie, mam teraz przerwę - podkreśliła raz jeszcze, ruszając przed siebie.
Usiedli przy jednym z wielu wolnych stolików, a młoda pracownica o dziwnie ściętych, odstających na wiele stron włosach, której najwyraźniej przerwali rozrywkę w postaci zabawy telefonem komórkowym, obsłużyła ich z kpiącym uśmieszkiem. Mieszając herbatę, podpierała podbródek na dłoni, podczas gdy Christian tłumaczył zawiłą procedurę sądową jaka czekała na nią za parę tygodni, jeśli chciała przejąć dorobek życia swoich przybranych rodziców. Jasnowłosa skupiła całą swoją uwagę na Stanie; wpierw obserwowała jego twarz, liczyła pieprzyki rozsiane po przystojnej na twarzy, później skupiła uwagę na cudownych dłoniach, by skończyć ostatecznie zakończyć oględziny na uśmiechu wyrażającym aprobatę. Tak, brakowało jej nieśmiałości romantycznej kochanki, jednak potrafiła dać płci przeciwnej wyraźny sygnał o zainteresowaniu. A Stan, na swoje własne nieszczęście, przyciągnął uwagę Lovise bardzo szybko, skutecznie odsuwając prawnika na dalszy plan, obecnie nieistniejący dla zarumienionej dziewczyny.
UsuńLovise