14.09.2014
Nowy shoutbox u dołu strony - poprzedni blokował dodawanie komentarzy w niektórych zakładkach.

sobota, 13 września 2014

bez tytułu

Melvin Larsen
1985

Budzi się codziennie o godzinie szóstej trzydzieści pięć, dokładnie dziesięć minut przed ustawionym budzikiem. Koszmar znowu się powtórzył, a wyraźny zarys jej twarzy towarzyszy mu przez połowę kolejnego dnia, wywołując grymas. Rzadko kiedy się uśmiecha, jeszcze rzadziej puszcza oczko do płci przeciwnej, która dziwnym trafem mu się spodobała. Trująca siostra u boku tylko pogarsza zły, lub bardzo zły humor, czyniąc go wręcz okrutnym. W takich momentach ma ochotę uderzyć ją w ten duży, pusty łeb, żeby zamknęła się i trochę zmądrzała. Mówi, że ją nienawidzi, jednak tak naprawdę kocha, bo jest w końcu jego jedyną, rodzoną siostrą. Skoczyłby za nią w ogień, gdyby była taka potrzeba, o czym nikomu się nie przyzna, bo przecież E. jest tą okropną siostrą. Gdy nie ma jej u jego boku, bo akurat ma przerwę w pilnowaniu starszego brata, zazwyczaj chodzi w przeróżne miejsca, i robi przeróżne rzeczy na jakie ma ochotę. Nie ma stałej pracy, zmienia się to co jakiś czas. Aktualnie jest kelnerem, wylewa na ludzi soki i potyka się na schodach, w ostatniej chwili łapiąc równowagę i nie wyrzucając całego zamówienia. Od czasu do czasu stłucze jakiś talerz bądź szklankę, grzecznie przeprosi i posprząta po sobie. W każdej wolnej chwili myśli o niej, i o tym że już za miesiąc lub dwa na świecie pojawi się dziecko, którego się wyparł. Nie ma wyrzutów sumienia, bo nie chciał już ani jej, ani malucha. Przez tą sytuację od paru tygodni ma ten sam koszmar, przez który chodzi struty prawie cały dzień, a najmniejsze słowo wyprowadza go z równowagi. Nie potrafi sobie wyobrazić życia z jedną osobą dłużej niż pół roku, co porównuje do używania tej samej szczoteczki do zębów przez taki okres czasu.
Dość specyficzny człowiek.


Melvin się wita. I odda komuś byłą narzeczoną.

23 komentarze:

  1. [Podoba mi się Melvin w całej tej swojej specyficzności. Podoba mi się również, że autorka lubi dramaty, afery i wielkie rzeczy. Ja też lubię, więc myślę, że może udałoby się nam coś wspólnymi siłami wymyślić?
    On przeżywa rozstanie z narzeczoną, ona też jest zagubiona, ale na swój własny, pokrętny sposób. Nie chcę tu wyskakiwać z romansami, bo byłoby to w tej chwili w obu przypadkach raczej niemożliwe, a tym bardziej, że Sigrid w mniemaniu jest raczej dzieckiem, w związku z tą różnicą kilku lat jaka ich dzieli, ale może jakiś ciekawy początek znajomości, który na dłuższą metę mógłby i zaowocować przyjaźnią? W sensie nie wiadomo jakby się potoczyły wątki, ale to miał być tylko taki zarys... Ekhm, już się troszkę pogubiłam w tym co pisze.
    Z propozycji mam tylko do zaoferowania to, że Sigrid będzie gościem w kawiarnii/restauracji/ czy gdzie tam pracuje Melvin, gdzie spędzi kilka godzin na patrzeniu się przez okno i innych gości lokalu, może i na samego Melvina, siedząc nad szklanką soku tylko niemal do zamknięcia lokalu,mhh? Później by mogła wyjść z tego jakaś rozmowa, coś tam...
    Na koniec dodam, że czarujące zdjęcie.]

    Sigrid

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ojejkujejku, naprawdę tak Ci wątek odpowiada? Ależ mi się udało trafić!
    Znaczy tak, niby rzuciłam pomysłem, ale mogę zacząć, ale to troszkę potrwa, to wolę tylko uprzedzić.]

    Sigrid

    OdpowiedzUsuń
  4. [Że dzisiaj, to pewniak. Daj mi max 3 godzinki ;)]

    Sigrid

    OdpowiedzUsuń
  5. [heeej, witam. Oficjalnie - życzę dobrej zabawy.
    A mniej oficjalnie - coś byśmy popisały może, choć kompletnie nie mam pomysłu.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ojej, nie myślałam nawet, że ktokolwiek może to zaproponować.
    Wprawdzie wyobrażenie obiektu westchnień było całkowicie inne, ale można spróbować :) Tak na chwilę, uznajmy, że jest kochliwa :D]

    OdpowiedzUsuń
  7. Próby odnalezienia swojego miejsca na tym świecie, nie należały do najłatwiejszych. Sigird przekonywała się o tym każdego kolejnego dnia, gdy po godzinach skrywania się pod kołdrą, wychodziła z tych bezpiecznych okowów pościeli, by po raz kolejny przetrwać kolejny, zwykły dzień w poszukiwaniu szczęścia. Było to trochę jak błądzenie we mgle, w celu odnalezienia utraconego pierwiastka człowieczeństwa, który mógłby naprawić jej życie. Gdyby jeszcze tylko wiedziała, gdzie mogłaby go znaleźć...
    Każdy z tych dni miał jednak swój rytuał. Punktem pierwszym było skuteczne omijanie ojca i chociażby najkrótszej wymiany zdań. To, co ewentualnie chciała mu przekazać w kwestiach obowiązków domowych, zawierali w formie krótkich notatek na karteczkach samoprzylepnych, bądź pisała esemesa do rodziciela, by zrobił zakupy, czy przelał jej pieniądze na konto. Punktem drugim rutyny, było wyjście z łóżka, w którym to Sigrid potrafiła chować się godzinami. Zwinięta w kłębek, przykryta po czubek głowy, uważała, że na tym niewielkim skrawku materacu jest bezpieczna. I nic, ani nikt, nie był jej wtedy w stanie przeszkodzić. I gdyby tylko mogła spać wiecznie...
    Punktem trzecim był spacer, na którym to panienka Engstrom, starała się poznać jak najlepiej miasto, w którym przyszło jej żyć od niedawna. Przechodziła przez park, zagłębiała się w małe uliczki, by odkrywać nowe ścieżki pieszych wędrówek, a także skryte w starych budynkach nowatorskie pomysły na biznes gastronomiczny. Lubiła wstępować do różnorakich kawiarni, restauracji, czy barów, w celu skosztowania czegoś nowego. Owe próby degustacji nieznanych jej przysmaków mieściły się jednak w niezwykle wąskim zakresie. Sigrid preferowała jedynie płyny, głównie kawy, niekiedy tylko dając się skusić na sok z prawdziwego zdarzenia. Tak było jednak dzisiaj.
    Wstępując do kawiarenki, która wyrosła przed nią znienacka, uznała, że warto wstąpić do nowego miejsca i zrobić rozpoznanie. Tym bardziej, że miejsce nie zostało jeszcze zapełnione gośćmi, którzy mogą się tu zjawić w przeciągu godziny, bądź dwóch.
    Zajęła więc miejsce przy oknie, tak by móc przyglądać się przechodniom, którzy spieszyli się w różne strony, mając niewątpliwie wiele rzeczy na głowie. Lubiła wtedy snuć opowieści o każdym z nich, z namysłem składając w głowie poetyckie zdania, z których jedynie nieliczne znajdowały później swoje odzwierciedlenie w jej zapiskach w dzienniku.
    Dziś było nie inaczej, gdy siedząc nad szklanką soku ze świeżych owoców, przyglądała się gościom kawiarni, z namysłem snując historię o życiu każdego z nich. Upijając jeden, niewielki łyk, raz na piętnaście minut, siedziała w ciszy, godzina, za godziną, czekając aż nadejdzie wieczór, by wtedy ewentualnie rozważyć powrót do domu. Starała się unikać ojca, jak tylko było to wykonalne. Stąd wizyty w kawiarniach, w których raczyła się napojami, mającymi stanowić jej obiad, a może i podstawowy posiłek dnia. Pomimo terapii, wcale nie tak łatwo było jej wrócić do normalności, a przede wszystkim do prawidłowych nawyków żywieniowych. Może dlatego, że wcale nie chciała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upijając jeden z ostatnich łyków swojego soku, poczuła, jak kręci jej się w głowie, a oddech staje się cięższy. Były to zwykłe symptomy tego, że fizycznie, nie jest przygotowana do prowadzenia, takiego trybu życia. Bo choć w głowie, plan na jej egzystencję wydawał się idealny, zdecydowanie gorzej odnajdywał się w rzeczywistości. Ona zaś stanowił najlepszy przykład upadku człowieczeństwa, lichy przedsmak tego, jak może wyglądać cień człowieka. Pomyśleć, że kiedyś ta okrągła buzia, należała do pełnej życia, szalenie milej i wesołej dziewczyny, którą wszyscy uwielbiali. Dzisiaj zaś z trudem dało się dostrzec ją w chudziutkiej osóbce, schowanej pod kilkoma warstwami ubrań, wiecznie przygnębionej, nieskorej do uśmiechu, gotowej jednak w każdej chwili popaść w szał i desperację. I czym sobie na to zasłużyła?...
      Wzięła kilka głębszych oddechów, choć zdawała sobie sprawę, że musiała się zrobić teraz niesamowicie blada. Ostrożnie ściągnęła więc z siebie wierzchni, gruby sweter, szukając rozwiązania dla swojego problemu, nie chcąc angażować kogokolwiek w swoje prywatne sprawy, choć była przekonana, że i tak nikt by nie był skłonny do pomocy. Co ona mogła kogokolwiek obchodzić. Chyba, że zdarzyłby się wypadek. Tego jednak nie chciała.

      [Mam nadzieję, że tak może być. Namydliłam o niczym, ale w jakiś sposób przynajmniej nakreśliłam dziwaczny sposób bytu według Sigrid i jej pokrętną filozofię. W końcu to nie miała być taka smutna postać bez powodu.]

      Sigrid

      Usuń
  8. [Raczej rodzeństwa z nich nie zrobimy, bo mam kompletnie różną koncepcję na jej brata. Tak więc musimy pomyśleć nad czymś innym :)]

    Petra

    OdpowiedzUsuń
  9. [Masz racje, ale przez ten brak dziewczęcości itd. jest zawsze tylko "kumpelą". Od piwa albo coś. I nikt nie postrzega jej w inny sposób, biedna :D
    I masz też rację z tym, że lepiej na początku nic, a potem sobie tak uświadomi...
    Tylko trzeba i tak jakąś sensowną sytuację, żeby w ogóle jakoś zacząć.
    Nie przeszkadza Ci różnica wieku?


    Przepraszam za ten chaos i brak składu w tym, co piszę, ale mam dziś jakiś zły dzień.]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Mi nie przeszkadza, mój własny prywatny facet jest 9 lat starszy, więc... Wolałam spytać po prostu, czy Tobie czasem nie przeszkadza albo nie wydaje się naciągane.
    To co, jakieś beztroskie piwko i mecz? :D czy to nie ten tym faceta jednak?]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dziękuje za (chyba) pochwalenie Solane, ale na razie spasuję z tym wątkiem. Nie żebym coś miała do Melvina, bo przyjazny z niego gość z tym marnym kelnerowaniem, na obecną chwilę mam już jedank dwa lub trzy zaczęcia tutaj na Sztokholmie, a na innych blogach też rośnie mi cała sterta odpisów do nadrobienia; muszę trochę spasować, bo pisać z każdym nie da rady. Jak mi się jakieś miejsce w wątkowym gronie zwolni to będę pamiętać o Melvinie, ale na razie wybacz. ;)]

    Solane

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Witam się ładnie i wątek proponuję. Mogę mieć pomysł, mogę się dostosować i zacząć, co wolisz. ]

    Lasse

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję za powitanie. Chyba nie byłabym w stanie poprowadzić postaci, która kocha ze względną wzajemnością, lub nawet bez niej; dziecko mnie kusiło najbardziej. A do dziecka na blogach pana nie potrzebuję, a nie chciałabym Ci zepsuć koncepcji. Pomysł mam nieco... naiwny. Przed wyjazdem Jannike do Anglii (czyli, kiedy ona miała jakieś 16 lat) byli ze sobą. Spotykali się przez rok, ale później się rozstali z wiadomych względów. Kochali się szczeniacką miłością, razem uciekali z zajęć, razem jechali na drugi koniec miasta tylko po to, żeby zjeść pizzę w ulubionym miejscu. Plac, na którym on paliłby papierosy, byłby tuż obok szkoły w której uczy popołudniami. Spotkaliby się tam i zaczęli rozmowę- jak dwójka nieznajomych. Co ty na to? ]/ Jannike Carlssen

    OdpowiedzUsuń
  14. [W sumie masz rację. Nie widzi mi się jednak rozczulające rzucanie się sobie na szyję, bo oboje wydają się na to zbyt zgorzkniali. Niech się zobaczą, a później niech się to potoczy samo. Co ty na to? ]/ Jannike Carlssen

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ona bije. Ja tylko zabijam wzrokiem monitor. ]

    'Ból psychiczny'. Podobno właśnie przez głowę czuje teraz nieznośne kłucie lewym boku. Zagryza mocno wargi, niemal do krwi i opiera głowę o zimną ścianę. Nie zwraca uwagi na chropowaty tynk, chłód jest cenniejszy od gładkiej skóry, dlatego do czoła dołączają rozgrzane policzki. Raz jeden, raz drugi. Mija kilka minut, nim w końcu odwraca się i zaczyna oddychać nieco głębiej i spokojniej.
    Kiedyś, w jej mieszkaniu było miejsce dla trzech luster. W łazience, w korytarzu i sypialni; wszystkie z nich były duże na tyle, by mogła patrzeć na całą swoją postać. Na szczupłe ramiona, nieduże piersi, delikatnie zaokrąglony brzuch. Teraz było jedno, które nie było dłuższe, ani szersze od jej przedramienia. W przymierzalni odwracała się do swojego obrazu tyłem, bieliznę mierzyła na oko, nie zwracając uwagi na to, jak w zasadzie w niej wygląda- i tak nie miała być oglądana przez kogokolwiek.
    Wsuwa papierosa między wargi, zapala go i zaciąga się tytoniowym dymem. Jest tylko on i ona. Szara smuga tańcząca między jej płucami, wargami a okrutnym światem zewnętrznym, który rozbije chmurę. Północny wiatr daje się odczuć, dlatego obejmuje się w piersiach, mocniej wciskając nos w wełniany szal. Kopie czubkiem obcasa kamyk, który leży przed nią i mruży mocno oczy, chcąc doszukać się w nim jakiś detali.

    [Nie wiem, czy nie wyszłam w wprawy. Poza tym, nie lubię takiego wodolejstwa na pierdyliard słów, bo nie umiem tak pisać i trochę zazdroszczę tym, co umieją. ]/ Jannike Carlssen

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie lubi tego. Nie lubi, gdy mężczyźni dotykają ją przypadkowo, a co dopiero specjalnie! Wzdryga się i strząsa jego rękę, jakby strzepywała płatki śniegu z płaszcza. Odwraca się i zastyga zaskoczona do tego stopnia, że nie wiele brakowało a wypuściłaby papierosa. A przecież papieros rzecz nietania, zwłaszcza, gdy przed nią były jeszcze trzy godziny lekcji. Patrzy na niego nieufnie, jak na ducha; coś, co nie powinno istnieć.
    Sztokholm jest duży, ogromny wręcz. Ma wiele ciemnych uliczek, wiele parków i pięknych, jasnych budynków. Ma też sporo stanowisk pracy i miejsc, gdzie takowe można znaleźć. A jednak, stoi teraz naprzeciwko swej miłości sprzed lat. Tak jej się wtedy wydawało, dokładnie, że go kocha. Wiedziała jednak, że w pewnym momencie jej to przejdzie, że on szybko zostanie pocieszony przez inną dziewczynę; ona- przez jakiś wiersz, bądź chłopaka.
    Gdyby spotkali się dziewięć lat temu, pewnie przywitałaby go uśmiechem i przytuliła się do niego mocno. Ona jednak stoi zwarta i gotowa do ucieczki, lub wyciągnięcia broni. Najeżona, jak jeżozwierz lub kowboj przed pojedynkiem stoi i nie wie co powiedzieć.
    Przed wyjściem na przerwę musiała zadzwonić do matki jednej z uczennic, że ta nie uczy się i bardzo możliwe, że nie będzie mogła przystąpić do wewnętrznego egzaminu. Wtedy była zła, bo przypomniało jej się, jak jej własna matka odbierała telefony ze szkoły. Jak jeszcze ojciec żył, jak jeszcze wszystko wyglądało 'odpowiednio'. Psychiatra leczący jej matkę wiedział o wszystkich wypadkach z wyjątkiem jednego- kiedy Pani Carlssen rzuciła się na własne dziecko w przekonaniu, że jest to morderczyni. Zmniejszenie dawki okazało się błędem, za który Jannike zapłaciła słono o czym przypominała jej blizna, długa na dziesięć centymetrów i ciągnąca się wzdłuż lewego uda, przez kość miedniczą aż do brzucha. Nike do tej pory nie może przypomnieć sobie, jaką bajkę opowiedziała ratownikom medycznym, byle tylko matki nie zamknięto w szpitalu o oddziale zamkniętym, nie na stałe.
    Te kilka miesięcy, które spędziła z nim były jednymi z lepszych w jej życiu. Od dwóch lat jest własnym cieniem, zabunkrowanym jak konserwa w schronie atomowym. Od pięciu jest spokojniejsza niż wtedy, gdy nosiła w uchu osiem kolczyków, na nadgarstkach kilka bransoletek i żuła owocową gumę. Od dziesięciu lat tęskniła za czymś, co przez ten cały czas urosło w jej oczach, było zgloryfikowane do poziomu świętości Świętego Piotra.
    -Melvin?- pyta, mocno marszczy brwi i cofa się o krok.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hah, cieszę się, że ta moja biedna dziewczyna komuś przypada do gustu <3 Jestem jak najbardziej chętna na wątek (ostrzegam, marnie wymyślam, ale chętnie i bezproblemowo rozpoczynam), przychodzi mi do głowy tylko sytuacja, w której wynajmują wspólnie. Wiadomo w stolicy ceny zabójcze, toteż mogliby po prostu dzielić mieszkanie :)]

    Lovisa

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zacznę, zacznę. Jak znajdę odrobinę czasu, żeby się skupić i żeby to miało ręce i nogi. Bo łikend jednak odciąga od komputera.]

    //Veikka.

    OdpowiedzUsuń
  19. [dobra, właśnie zebrałam dupę i będę pisać :D]

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiedziała, czy to taki dobry pomysł, zamiast siedzieć w domu z butelką w dłoni, iść gdzieś i zapłacić dwa razy drożej. Ale może miała też po dziurki w nosie siedzenia w tym samym pokoju i dlatego zdecydowała się gdziekolwiek wyjść. Nie sama, oczywiście, mimo wszystko czasem się obawiała siedzieć samotnie w pubie pełnym facetów, którzy od pewnej granicy stawali się już odrobinę zbyt bardzo rozbrykani. Ale oczywiście, z racji tego, że Veikka po prostu nienawidziła się spóźniać, musiała być na miejscu wcześniej. Czasem o wiele za wcześnie. Jak i tym razem, ale przecież nie było sensu zawracać i na przykład zajrzeć po drodze do jakiegoś sklepu, bo potem mogłaby nie przypilnować czasu i jednak się spóźnić.
    Koniec końców, siedziała w tym pubie, w jakiś tam stopniu czując się głupio. Miała jednak świadomość tego, że już nie posiedzi samotnie zbyt długo, a kiedy Melvin przyjdzie, zrobi się automatycznie też trochę bezpieczniej. Fakt, potrafiła pilnować własnego tyłka, ale takie miejsce jak to, gdzie piwo lało się setkami litrów a na dużym ekranie zaraz miał rozpocząć się mecz, zdecydowanie nie było odpowiednie dla młodych dziewczyn. Chociażby z powodu pewnych natrętnych facetów, którzy zbyt dużo wypili podczas tego zaciekłego kibicowania.
    Zdążyła już wypić pół butelki, kiedy Melvin pojawił się w drzwiach. A wcale nie była zbyt dobrego tempa picia piwa. W te drzwi wpatrywała się bez ustanku, nie chcąc za nic przegapić momentu, w którym się pojawi i przy okazji nie chcąc też patrzeć na resztę ludzi. Jakkolwiek nie wyglądała, była jednak kobietą, do tego spostrzegawczą i naprawdę zauważyła te kilka spojrzeń wyrażających zainteresowanie.
    Nawet nie wstała z wysokiego krzesełka, bo siedząc na nim tak naprawdę była wyżej niż gdyby wstała. Podniosła tylko rękę i chwilę nią machała, chcąc zwrócić na siebie uwagę Melvina. Żeby na pewno ją dojrzał wśród ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. [ To ja się póki co pchać nie będę, bo naprawdę dobrych pomysłów chwilowo nie mam]

    Lasse

    OdpowiedzUsuń