14.09.2014
Nowy shoutbox u dołu strony - poprzedni blokował dodawanie komentarzy w niektórych zakładkach.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Mistakes of your past shape your future


Brandon Griffin Cabrera
25 lat
Ochroniarz, facet do wynajęcia

Kiedyś

Byłeś żołnierzem armii krajowej, a wcale nim być nie chciałeś. Trafiłeś do wojska, bo wydawało ci się, że rutyna i dyscyplina są dla ciebie. Myliłeś się. Nie odpowiadało ci wykonywanie czyichś rozkazów. Zawsze uważałeś, że sam wiesz lepiej, że otaczają cię sami idioci, a największymi byli ci z medalami i odznaczeniami wojskowymi noszący je tylko po to, by pokazać światu jak bardzo są męscy i jak wielkie mają jaja. Nie obchodziły cię ostrzeżenia i groźby, że jeśli dalej będziesz tak postępował, to z wojska po prostu wylecisz. Nie przejmowałeś się tym.
A potem nie wykonanie bezpośredniego rozkazu doprowadziło do śmierci kilku żołnierzy z twojego oddziału. Zwolnienie dyscyplinarne było wtedy do przewidzenia. Ale nie spokorniałeś. Wręcz przeciwnie. Byłeś zły, wściekły. Na siebie i cały świat. I wróciłeś do rodzinnego Sztokholmu ze znacznie uszkodzoną dumą i kartoteką nie pozwalającą na rozpoczęcie życia na nowo tak, jakbyś sobie tego życzył.

Teraz

Kto by pomyślał, że to rodzinna tragedia doprowadzi do zawrócenia ze ścieżki gniewu i zajęcia się życiem na porządnie. Wypadek samochodowy zabił twoich rodziców i opieka nad młodszą siostrą – Evelyn - została tobie. Na początku nie wiedziałeś co zrobić z siedemnastoletnią dziewczyną, ale okazało się, to nie ty miałeś się zajmować nią, a raczej ona tobą. I skończyły się dni użalania nad sobą. Wraz z młodszą siostrą okupujesz mieszkanie w jednej z wiekowych kamienic w starym mieście. Ona studiuje psychologię na Uniwersytecie Sztokholmskim, a Ty pracujesz i żyjesz głównie dla niej, bo dla kogo innego?
Jesteś nikim, nic nieznaczącą jednostką ludzką pośród wielu innych. Nikt cię nie zna i raczej nie pozna, bo przyjazny ani wygadany to ty nie jesteś. Nikt nie wie, gdzie mieszkasz, dla kogo pracujesz, ani tym bardziej co konkretnie robisz. Jesteś osobą do wynajęcia, która za niezbyt wyszukane wynagrodzenie może stać się dla ludzi kim tylko zechcą. Najczęściej płacą ci za pracę ochroniarza lub prywatnego kierowcy, ale żadna praca nie hańbi, nie?

Dodatkowo

- Urodzony 18 sierpnia 1987 roku w Sztokholmie. Ma korzenie Brytyjskie oraz Hiszpańskie.
- Gdy zobaczysz go na ulicy, możesz dojść do wniosku, że wcale nie chce być zauważany. Chowa się w cieniu, kryje twarz pod kapturem i nie patrzy ludziom w oczy.
- Włosy wiatr ułożył mu w nieład, a na policzkach widać kilkudniowy zarost.
Charakteryzują go oczy, których kolor bywa trudny do zdefiniowania. Czasem wydają się brązowe, ale w cieplejsze dni, gdy zrzuci z twarzy kaptur i stawi czoła światu można przysiąc, że są zielone.
- Wysoki, dobrze zbudowany dzięki aktywnemu trybowi życia. Lubi wysiłek fizyczny, a najbardziej odpowiada mu rozpoczęcie dnia od porannego biegania, wizyty na siłowni lub pływania. 



[witam i zachęcam do wątków i powiązań z moją postacią. Nic nie jest zbyt szalone lub zbyt banalne, by nie mogło z tego wyjść coś naprawdę ciekawego, więc zapraszam ;) na blogu najczęściej bywam wieczorami, co najmniej kilka razy w tygodniu. Siostra Blake’a będzie wkrótce dostępna do przejęcia w wolnych postaciach]

29 komentarzy:

  1. [ cześć :) co powiesz na wątek? mogą spotkać się na porannym joggingu, bo oboje lubią tego rodzaju aktywność fizyczną;) ]

    Astrid Bjorn

    OdpowiedzUsuń
  2. [ jeśli mógłbyś, to proszę, zacznij :) ]

    astrid

    OdpowiedzUsuń
  3. [ojeju, jeju, jakie ładne zdjęcia <3
    i w ogóle, to się witam, cześć.
    i wątusia chcę bardzo.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przyszłam się przywitać, bo postać wydaje się ciekawa, choć ja w ogóle pomysłu na wątek nie mam, niemniej witam serdecznie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  5. Astrid lubiła poranny jogging, lubiła sobie pobiegać i to nie dlatego, że musiała albo chciała zrzucić parę kilogramów, odchudzać się na siłę, bo nie podobała się sobie czy coś. Nie. Po prostu chciała utrzymać dobrą kondycję. W sumie, trzeba było przyznać, że dziewczyna nie miała za bardzo z czego schudnąć. Oczywiście figury modelki, o ile figurą można było to nazwać, nie posiadała, aczkolwiek nie ubolewała nad tym faktem, bo nigdy takie 'wieszaki na ubrania' jej się nie podobały. Lubiła swoje kobiece kształty, zaokrąglone bioderka i nieidealny brzuch. A diety nie były stworzone dla niej. Nie wyobrażała sobie dnia bez lodów albo ciacha. Jeśli pytano by ją o uzależnienia, to z pewnością odparłaby 'słodkości'.
    Wstała dosyć szybko, a dodatkowo pogoda była dosyć ładna, więc nie mogła przepuścić takiej okazji. Ubrała się w luźne, wygodne ciuchy do biegania i wyszła z domu. Niedaleko miejsca gdzie mieszkała znajdował się park, dlatego też można było powiedzieć, że miała idealne warunki do porannego joggingu.
    Twarz mężczyzny, który akurat ją mijał, była jej dobrze znana, przywitała się więc skinieniem głowy i delikatnym uśmiechem. Pewnie na tym by się skończyło i cały dzień minąłby bez żadnych wrażeń, jednak mały incydent, a mianowicie wypadnięcie telefonu z kieszeni znajomego biegacza, był pierwszym krokiem do tego, żeby dzisiejszy dzień potoczyłby się inaczej. Podniosła go i od razu zawróciła. Wołała za mężczyzną, jednak najwyraźniej jej nie słyszał. Postanowiła więc przyspieszyć i go dogonić. Kiedy była bardzo blisko, podziałała pod wpływem emocji i rzuciła się na niego, tym samym przewracając się na ziemię razem z nim.

    astrid

    OdpowiedzUsuń
  6. Wylądowanie twarzą na trawniku było na pewno nieprzyjemnym i bolącym zaskoczeniem. Kiedy rzucała się na mężczyznę jakoś nie pomyślała o tym, że coś poważnego mogłoby im się stać. Chciała tylko go dogonić i oddać jego własność. Lekkomyślność. Tak, to zdecydowanie była cecha Astrid. Najpierw coś zrobiła, a dopiero potem, kiedy czasem było już za późno, zbierało jej się na przemyślenia.
    Na szczęście dzisiaj nikt się nie zabił, nikt sobie nic nie złamał. Byli może trochę poobijani.
    Dziewczyna odkaszlnęła parę razy i przetarła twarz. Wstała przy jego pomocy, otrzepała się z trawy, po czym podziękowała i zaczęła się tłumaczyć.
    - Najmocniej przepraszam za całą tą sytuację, ale to wszystko w bardzo ważnej sprawie. - powiedziała i wyciągnęła w jego stronę rękę, w której trzymała telefon. - To chyba należy do Ciebie. - dodała.
    Nawet nie zdawała sobie sprawy, że w parku o tej godzinie przebywało tylu ludzi. Zawsze wydawało się jej, że może ich zliczyć na palcach jednej dłoni. A tu proszę, takie zgromadzenie. Chyba, że pojawiali się tylko wtedy jak działo się tutaj coś interesującego, niecodziennego. Popatrzeli sobie na przedstawienie i rozproszyli się w mgnieniu oka. Będą mieli nowy temat do rozmowy i plotek na cały dzień.

    astrid

    OdpowiedzUsuń
  7. [z tą relacją to tak trochę nie do końca, chyba ogólnie zbyt groteskowo to w karcie przedstawiłam.
    jakichś specjalnych wspólnych zainteresowań też się nie doszukałam, aczkolwiek wpadło mi do głowy coś w stylu "ktoś się do Veikki przykleił w niezbyt fajny sposób i żeby się uwolnić, standardowo wymyśli coś głupiego, przykładowo sobie krzyknie 'o, tam idzie mój chłopak!' i poleci do Brandona, rzucając mu się na szyję". trzeba sobie radzić w życiu i jakoś spławiać natrętów czy coś takiego :D]

    OdpowiedzUsuń
  8. [tak, w sumie wiedziałam, ze i tak to ja będę musiała. ale chwiiiila, naobiecywałam tyle i muszę się teraz z tego odkopać.]

    OdpowiedzUsuń
  9. - Miło mi, Astrid. I na prawdę nie ma za co, taki obowiązek prawdziwego obywatela. - powiedziała żartobliwie i zaśmiała się. Panienka Bjorn była osóbką bardzo pomocną i życzliwą. Zawsze kiedy to było możliwe, starała się pomóc innym, poprawić humor, obdarzyć miłym słowem bądź pogodnym uśmiechem. Uznawała, że dobro, którym dzielisz się z innymi prędzej czy później zaprocentuje, a zły uczynek jak bumerang wróci do ciebie.
    Fakt, telefon nie był w takim stanie, jak przed wypadkiem, ale na szczęście nie rozwalił się na drobny maczek, a te parę rys na wyświetlaczu, to chyba konieczność przy takich ekstremalnych warunkach. Musiałby chyba być jakoś opancerzony, żeby pozostał w idealnym, nienaruszonym stanie.
    - Rozumiem Cię doskonale. Sama nie wiem jakbym przeżyła bez swojego telefonu. On po prostu jest moją prawą ręką. - stwierdziła i uśmiechnęła się delikatnie. Dokładnie taka była prawda. Ciągle ktoś do niej dzwonił w służbowych sprawach, miała też dostęp do internetu, a więc również do swojej poczty, którą często sprawdzała, do różnych innych ważnych portali, do konta. No po prostu do wszystkiego.

    astrid

    OdpowiedzUsuń
  10. [Odwołując się do Twojej adnotacji, ja jednak myślę, że są pomysły zbyt szalone i jeden z takich przyszedł mi właśnie do głowy. Pewnie po prostu stoję gdzieś na granicy kończącej się kreatywności, stąd ten dziwny, wręcz głupawy scenariusz przykładowego spotkania. Nieważne. Już przybliżam o co mi chodzi.

    Oboje są facetami do wynajęcia. Wbrew temu co można wywnioskować po opisie mojej postaci, zajmuje się on wyłącznie eskortowaniem ludzi (spędzaniem czasu na spotkaniach, bankietach itp.), twój z kolei jest czasem kierowcą, więc być może wynajmie ich jakiś wariat-fetyszysta, który Aleixo zaproponuje eskortę na spotkaniu, a Brandonowi kierowanie autem. W pewnym momencie zażąda jednak postoju i tego aby jeden drugiego zaczął rozbierać. Potem można rozwinąć akcję dwojako: w najgorszym wypadku oboje zostaną wyproszeni z auta na jakimś odludziu.

    I jak? Nie za bardzo abstrakcyjne? ;p]

    ALEIXO CARREIRA

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo rzadko przytrafiały jej się tak dziwne sytuacje. I to jeszcze tego typu. Bo Veikka to była Veikka. Zawsze w trampkach, wiecznie rozczochrana, na pewno bez dekoltu i z krągłościami schowanymi pod zbyt dużą koszulką, co skoro tak najwygodniej. Tak właściwie balansowała na jakiejś niewidzialnej, bardzo cienkiej granicy pomiędzy byciem taką typową chłopczycą a prawdziwą kobietą. Rżnęła czasem w Call of Duty przez pół nocy albo oglądała mecz, popijając piwo, co było tak stereotypowymi, męskimi zachowaniami, równocześnie zachowując w sobie jakąś taką uroczą niewinność graniczącą być może z dziewczęcością, ale gdyby ktoś powiedział jej coś takiego, najprawdopodobniej by go wyśmiała. I może właśnie dlatego aktualna sytuacja była tak dziwna, bo nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś mógłby się dosłownie do niej przykleić, aż nazbyt natarczywie chcąc się umówić. Jakąś tam umiejętność dyplomatycznego odmawiania posiadała, średnią raczej, więc może w sumie nie powinna się dziwić, że ta jej odmowa nie zabrzmiała tak, jak powinna. I nawet jeśli próbowała zachowywać spokój, to jednak cierpliwość ma swoje granice. Nic dziwnego więc, że jeśli któreś z kolei „nie”, o wiele bardziej dobitne niż wszystkie wcześniejsze, znów nie podziałało, obudziła się w niej skrajna irytacja.
    Zniosłaby całą tę sytuację, gdyby to był jakiś kolega z roku, taki odrobinkę głupiutki i naiwny, ale za to nadzwyczaj wytrwały. Wtedy mogłaby mu nawet nagadać, w sumie dużo różnych, niespecjalnie miłych rzeczy. Mogłaby się komuś poskarżyć ewentualnie, bo taka sytuacja należałaby do tych ciągnących się i nie zamykających sprawy po jednej próbie. To byłoby co innego przecież. Ale jednak trafiła gorzej, o wiele gorzej. Bo to, powiedzmy w miarę jasno, nagabywanie zaczęło się całkowicie nagle, nie wiadomo nawet, w którym momencie dokładnie. I to przez osobnika całkowicie nieznajomego, do tego wyglądającego, hm, podejrzanie co najmniej. Do tej pory nie pomyślała nawet, że coś takiego mogłoby ją spotkać, głównie dlatego, że wydawało jej się, iż nie jest w stanie przyciągnąć jakiegokolwiek męskiego spojrzenia, ale w dużej mierze też dlatego, że tego typu sytuacje wydawały jej się zwyczajnie nierzeczywiste i niemożliwe, aby zaistnieć. Cóż, pierwszy błąd.
    Poradziłaby sobie. Oczywiście, ze jakoś by sobie poradziła. Zawsze sobie radziła. Sama. Problem pojawiał się w momencie, w którym ta irytacja, która prędzej czy później musiała się pojawić, zaczęła mieszać się ze strachem i gorączkowym myśleniem, co może się stać, jeśli jednak się nie zgodzi, jeśli przez kolejne kilkanaście minut będzie nadal odmawiać i próbować się pozbyć natręta, tak jak to robiła już od dobrych kilkudziesięciu, przy każdym swoim słowie przesuwając się pół kroku w bok i równocześnie obserwując, jak dystans pomiędzy nią a owym osobnikiem nic a nic się nie zwiększa.
    Już zupełnie nie wiedziała, co ma robić, bo jedynym dobrym wyjściem wydawało jej się po prostu zacząć wrzeszczeć i uciekać. Albo postarać się o coś bardziej finezyjnego, ale jeśli o to chodzi, to do głowy wpadła jej jedynie myśl, aby zwyczajnie wykręcić się tym, ze kogoś już ma, tak po prostu, a jeszcze lepiej, że na niego teraz czeka. A jak nie podziała, to zawsze mogła wykorzystać pierwszą opcję.
    I to właśnie spróbowała zrobić, już w trakcie mówienia uświadamiając sobie, że bez dobrego dowodu jednak to nie podziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego jakoś odruchowo się rozejrzała ani przez sekundę nie zastanawiając się nad tym, jak szalona musi być, by właśnie wprowadzać tak durny i desperacki pomysł w życie.
      - Tam idzie! – wykrzyknęła w końcu, wskazując ręką jakiś niesprecyzowany kierunek, bez zastanowienia nawet.- Andreas! – tylko takie imię przyszło jej w tym momencie do głowy, być może dlatego, że jej własny ojciec takie nosił.- Andreas, kochanie! – nie czekała ani sekundy dłużej, zaczynając biec w kierunku, który chwilę wcześniej wskazała i w którym, jakby na zawołanie, pojawiła się postać.
      A potem było tylko gorączkowo wyszeptane „zrób coś, proszę”, kiedy dosłownie rzuciła się nieznajomemu mężczyźnie na szyję. Z nadzieją, że zrozumie, o co jej chodzi. Choć przecież mogła też wpaść z deszczu pod rynnę.

      [pora mi chyba nie służy.
      ale za to służy długości.]

      Usuń
  12. Dokładnie tak, wszystko wracało do normy i jej oddech, podobnie jak jego, również.
    Jeśli chodziło o jej formę, to mężczyzna miał rację. Biegała codziennie rano, a do tego raz w tygodniu chodziła na basen. Nie robiła tego tydzień czy dwa, ale jakby tak zliczyć, to ten swojego rodzaju rytuał towarzyszył jej od co najmniej roku. Dodatkowo, jeśli Astrid miała jakiś cel, a w tym wypadku było to oddanie telefonu, gdy jej na czymś bardzo zależało, to momentalnie przybywało jej sił. Z kolei przewrócenie go nie było chyba jakimś oszałamiającym wyczynem. Podejrzewała, że każdy, nawet ktoś taki o drobnej posturze, pod wpływem rozpędzenia dałaby radę powalić drugą osobę chociażby była cięższa od niego samego.
    - No wiesz, praktyka czyni mistrza - powiedziała i teatralnie odgarnęła włosy, po czym uśmiechnęła się szeroko. - Wiesz co, mam pewien pomysł. Może najpierw kawa, a później opowiesz mi co nieco o sobie. Uwielbiam słuchać czyiś historii, a ponadto jestem w trakcie pisania książki i, jeślibyś się oczywiście zgodził i Twoje losy pasowałyby do mojej fabuły, chętnie wplotłabym Twoją osobę właśnie do niej. Co Ty na to? - zapytała, mając nadzieję, że otrzyma pozytywną odpowiedź

    astrid

    OdpowiedzUsuń
  13. [W sumie, ten nocny spacer na poznanie się, to wcale nie taki głupi pomysł ;) Chcesz może zacząć, czy mnie należy się ten zaszczyt?]

    OdpowiedzUsuń
  14. Podobno to podświadomość niezależnie od logiki wybierała osoby, którym na pierwszy rzut oka można było ufać i odrzucała te, które nie wzbudzały zaufania. Więc gdyby Veikka miała wyjaśnić, dlaczego wybrała akurat tego mężczyznę, choć mogłaby się rzucić na kogoś innego, to najprawdopodobniej by nie potrafiła. Być może zrobiła to dlatego, ze chwilę wcześniej akurat w tym kierunku machnęła ręką, a skoro już to zrobiła, to głupio byłoby pobiec w przeciwną stronę. Tak, to na pewno było tak. Przecież kompletnie nie myślała, co w ogóle robi. Gdyby myślała, to by tego nie zrobiła i nadal tkwiłaby w tej sytuacji sprzed chwili.
    Teraz jednak bezmyślność trochę zniknęła i pojawiła się jakaś sztywność w ruchach, bo jednak nie rzuciła się na dobrze znaną sobie osobę, na której bezkarnie mogłaby wisieć i się przytulać. Nawet z bliskimi osobami tak nie robiła. Hm, być może dlatego, że tych bliskich praktycznie nie było. Ale w sumie i tak dobrze, że nie zachciało jej się robić jeszcze bardziej demonstrującej scenki, nie poprzestając na zwykłym przytuleniu się. Póki co, postarała się o uśmiech, kiedy kilka sekund później się odrobinę odsunęła. Uśmiech, który rzekomo miał obrazować to jej uradowanie, że widzi ukochanego, a który tak naprawdę był wywołany tym idiotycznym doborem imion. No cóż, w jakiś sposób to jednak było zabawne.
    - Pan się przyczepił - poinformowała w końcu oskarżycielskim tonem.
    Powstrzymała się jednak przed tym, by ostentacyjnie pokazać palcem natrętnego faceta. I wtedy przez głowę przemknęło jej, że owszem, pozbędzie się jednego, ale co będzie, jeśli w zamian znajdzie się w jeszcze gorszej sytuacji? Nieeee, nie może tak być, na pewno nie. Nie wydawało jej się możliwym, aby jakoś specjalnie źle się teraz potoczyły wypadki. Aczkolwiek, trzeba jednak brać pod uwagę wszystko i mieć się na baczności.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ojejku były żołnierz ♥ To ja z zapytaniem o wątek ,ewentualne powiązanie. Jakiś pomysł?]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie chciałby on być ochroniarzem w kasynie czy coś? Bo fajna postać i naprawdę pokusiłabym się o wątek/powiązanie.
    I kocham to pierwsze zdjęcie, damn. ;)]

    Nessie

    OdpowiedzUsuń
  17. [Pasuje, czy też nie - jest genialne i gdzieś je chyba nawet już widziałam ;) Wiem, że zadałeś pytanie i to ja powinnam na nie odpowiedzieć decydując się na konkretną opcję i będą tą złą, pozostawiając wybór w twoich rękach. Wprawdzie, jeśli zaczniemy od rozmowy, mamy już nawet koncept wątku, a jeśli miałby już pracować - musielibyśmy ustalić między nimi konkretniejszą relację, co też może być ciekawe :)]

    OdpowiedzUsuń
  18. [To teraz powiedz mi, jakiej długości wątki preferujesz, a zaraz coś zacznę. Przynajmniej postaram się :)]

    OdpowiedzUsuń
  19. [To lecimy ;)]

    Ochrona miejsca takiego, jak kasyno Walkera, to zadanie odpowiedzialne, wymagające zatrudnienia ludzi, którym ufa się od pierwszej minuty. Nie przyjmuje się osób wzbudzających podejrzenia, z szemranymi papierami i dziwnymi recenzjami. Vanessa wiedziała co nieco na ten temat, dlatego po raz kolejny została oddelegowana do rozmów kwalifikacyjnych. Jeden z ochroniarzy opuścił Sztokholm i musiał zrezygnować z pracy, która była dobrze płatna, miała jako-takie perspektywy, ale szargała nerwy i każdy kandydat na to stanowisko był o tym informowany. Pieniądze, które przelewały się przez dłonie klientów i właściciela nie były nikłymi, nic nieznaczącymi sumkami, które nie wymagałaby ochrony. Wymagały, podobnie jak ekskluzywna klientela lokalu.
    Nessie, jak każdego dnia, wstała dość prędko, ubrała się elegancko, ale nie tak, jak robiła to wieczorami, lawirując między maszynami, stolikami i rozbawionymi gośćmi. Dzisiaj była panią menadżer z krwi i kości. Ołówkowa, granatowa spódnica do kolan, błękitna koszula i buty na wysokim obcasie. Tyle. Żadnego przepychu. Jedyną błyskotką była delikatna bransoletka. Pamiątka po matce, z którą nigdy się nie rozstawała. Kasyno było nieczynne, ale powiedzmy, że w budynku gospodarczym tętniło życie. W niewielkiej poczekalni siedziało kilku mężczyzn, a w pokoiku obok, Vanessa przeglądała stertę CV. Praca ta kusiła, ale większość młodzików, którzy się zgłaszali, nie mieli pojęcia, co robią.
    - Pan Cabrera? - spytała, wychylając się z gabinetu. Poprawiła na nosie swoje okulary i uśmiechnęła się delikatnie. Nie czekała, aż ktoś wstanie, podniesie rękę lub wykrzyknie "obecny". Każdy z tutaj obecnych miał pięć minut na pojawienie się w pomieszczeniu po wygłoszeniu jego nazwiska. Potem Van przechodziła do kolejnego i tak w kółko.

    [Mam nadzieję, że znośnie ;)]

    Nessie

    OdpowiedzUsuń
  20. [Witam :) Vivian w Sztokholmie jest już parę lat, więc nie widzę przeszkód, aby znali się już trochę czasu. Co do powiązania, to nie wiem jakie preferujesz. To miałaby być bardziej taka toksyczna znajomość, czy po prostu zwyczajna?]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Toksyczne relacje są bardzo, ale to bardzo ciekawe. Do głowy przychodzi mi kilka pomysłów. Można byłoby z nich zrobić byłych kochanków, którzy ciągle skakali sobie do gardeł? Teraz, po jakimś czasie po raz pierwszy mogliby wpaść gdzieś na siebie. Jednakże ich relacje nie byłyby przyjazne.]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ciesze się, że Ci pasuje. Z niecierpliwością czekam na watek :)]

    OdpowiedzUsuń
  23. - No pewnie, mam już na koncie dziesiątki powalonych na ziemię nieznajomych - powiedziała z całkiem poważnie, po czym zaśmiała się. - Swoją drogą, takie przypadkowe, spontaniczne sytuacje mogą prowadzić do wielu ciekawych relacji - dodała i puściła mu oczko. W sumie sama nie wiedziała czemu to powiedziała i wykonała taki gest. Tak jakoś jej się wymsknęło. Podobnie było z tą jej propozycją odwdzięczenia się. Była dosyć odważa i równie nieprzemyślana. Dostrzegła jego zmieszanie i wtedy uświadomiła sobie, że działała zbyt szybko z tym wszystkim. Przecież ledwo się poznali, ba! nawet nie, jedynie na siebie wpadli, to znaczy, ona na niego wpadła. Tylko czemu o tym nie pomyślała wcześniej, zanim mu coś zaproponowała. Najwidoczniej taką miała naturę, a na swój niewyparzony język była już chyba skazana do końca swojego życia.
    - Dokładnie tak. Nie z jakimś specjalnie długim stażem, ale jestem. A co do kawiarenki, to będzie to mój pierwszy raz tam. Z chęcią poznam nowe miejsce. Może mi się spodoba i później sama będę do niej często wpadać. To co, idziemy? - zapytała z entuzjazmem.


    astrid

    OdpowiedzUsuń
  24. Wychodząc z mieszkania nie zastanawiał się specjalnie nad tym, gdzie dokładnie idzie. Miał spotkać się w hotelu ze swoim pracodawcą i dokładnie to zrobił. Na miejscu zjawił się nawet przed czasem. To tutaj nastąpiło szczegółowe dogadanie się co do ceny za wieczór spędzony u boku biznesmena gdzieś na konferencji, na której z tego co zrozumiał miał robić za tłumacza angielsko-francuskiego. Lepsze to niż przesiadywanie z kobietami, plotkującymi przy stoliku - takie spotkania też mu się zdarzały.
    Pracując w tej branży nauczył się jednego: dla własnego dobra, aby przypadkiem nie przysnąć przy nudnym monologu w ramach odpowiedzi, albo nie zrazić do siebie próżnych bogaczy, nie należy pytać o nic poza tym, co ma zamiar powiedzieć sam pracodawca. Zbytnie zainteresowanie nie cieszyło się uznaniem z ich strony, jako że pewnie uważali, że jeżeli już płacą człowiekowi za usługi to wlicza się w nie między innymi ciągłe sprawowanie funkcji dominującej w rozmowie (a więc odgrywanie życiowego ważniaka) i brak konieczności wyjaśniania czegokolwiek. Zresztą czasem po prostu nie wypadało o cokolwiek pytać. Tak czy inaczej, kiedy już doszło do momentu opuszczenia hotelu pierwsze, co przykuło jego uwagę to sporych rozmiarów auto, które w niczym nie przypominało rupiecia, jakim jeździł Jonathan. Mimo wszystko w myślach chyba stwierdził, że woli swoją rozklekotaną, mechaniczną przyjaciółkę niż firmowo wyglądający samochód, wypucowany na błysk, wręcz sztucznie, co sprawiało, że tracił swój pierwotny charakter.
    - Dzięki - rzucił krótko w kierunku, jak sądził, kolejnego pracownika, zaraz przed tym gdy spod parasola przeszedł do zupełnie suchego wnętrza auta, lokując się automatycznie na tylnych siedzeniach.

    [Jest ok ;) Zanim dojdziemy do akcji głównej, możemy to trochę pociągnąć w jednym/kilku postach, w zależności jak tam nam wyjdzie :)]

    ALEIXO CARREIRA

    OdpowiedzUsuń
  25. Ostatnie miesiące w życiu Nessie nie różniły się zbytnio od tych jeszcze wcześniejszych. Żywot dwudziestoparoletniej kobiety opierał się głównie na pracy, która z niejasnych - nawet dla niej samej - przyczyn, odmawiała sobie większych przyjemności. Co prawda, wizyta w SPA czasami bywała na porządku dziennym, ale ogólnie rzecz biorąc, nie spełniała wszelakich wymagań panny Marquez, będącej wybredną niezwykle kobietką, która jednak potrafiła przybrać wręcz ascetyczną postawę wobec życia.
    Praca do Chrisa Walkera, praca w kasynie wydawała się spełnieniem jej marzeń. Nigdy nie narzekała, dawała z siebie co najmniej dwieście procent i nie zamierzała przestać. Pracodawca, a zarazem przyjaciel, mógł wiedzieć, że może na nią liczyć. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Potrafiła nie spać czterdzieści osiem godzin i funkcjonować w miarę normalnie. Bywały jednak dni, kiedy była żywym trupem. Dzisiaj jednak promieniała, pełna energii i dziwnego, nieuzasadnionego niczym optymizmu.
    - Może pan usiąść - wskazała na wygodną kanapę naprzeciwko ciężkiego, zdobionego biurka z ciemnego, szlachetnego drewna. Zajęła krzesło i odszukała odpowiednią teczkę. Mimo tego, że większość danych miała na papierze, musiała pytać. Rozmowa kwalifikacyjna pozwalała oceniać człowieka. Uśmiech praktycznie nie znikał z jej twarzy.
    - Uznajmy, że ma pan jedno niezbyt rozbudowane zdanie, aby przekonać mnie, że nadaje się pan do tej pracy, panie Cabrera - zaczęła cicho, biorąc w palce długopis. - Jakie jest to zdanie? - uniosła jedną brew ku górze ze skupieniem przyglądając się obliczu Brandona.

    Nessie

    OdpowiedzUsuń
  26. [sprawdzam czynności życiowe. mogę odpisywać?]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Witam. Ja bym chciała wątek, ale nie wiem od czego zacząć. Jakiś pomysł? :)]

    Marie

    OdpowiedzUsuń
  28. [dzień dobry, ktoś tu jeszcze egzystuje?(;]

    Blythe

    OdpowiedzUsuń