Melvin Larsen
1985
Budzi się codziennie o godzinie szóstej trzydzieści pięć, dokładnie dziesięć minut przed ustawionym budzikiem. Koszmar znowu się powtórzył, a wyraźny zarys jej twarzy towarzyszy mu przez połowę kolejnego dnia, wywołując grymas. Rzadko kiedy się uśmiecha, jeszcze rzadziej puszcza oczko do płci przeciwnej, która dziwnym trafem mu się spodobała. Trująca siostra u boku tylko pogarsza zły, lub bardzo zły humor, czyniąc go wręcz okrutnym. W takich momentach ma ochotę uderzyć ją w ten duży, pusty łeb, żeby zamknęła się i trochę zmądrzała. Mówi, że ją nienawidzi, jednak tak naprawdę kocha, bo jest w końcu jego jedyną, rodzoną siostrą. Skoczyłby za nią w ogień, gdyby była taka potrzeba, o czym nikomu się nie przyzna, bo przecież E. jest tą okropną siostrą. Gdy nie ma jej u jego boku, bo akurat ma przerwę w pilnowaniu starszego brata, zazwyczaj chodzi w przeróżne miejsca, i robi przeróżne rzeczy na jakie ma ochotę. Nie ma stałej pracy, zmienia się to co jakiś czas. Aktualnie jest kelnerem, wylewa na ludzi soki i potyka się na schodach, w ostatniej chwili łapiąc równowagę i nie wyrzucając całego zamówienia. Od czasu do czasu stłucze jakiś talerz bądź szklankę, grzecznie przeprosi i posprząta po sobie. W każdej wolnej chwili myśli o niej, i o tym że już za miesiąc lub dwa na świecie pojawi się dziecko, którego się wyparł. Nie ma wyrzutów sumienia, bo nie chciał już ani jej, ani malucha. Przez tą sytuację od paru tygodni ma ten sam koszmar, przez który chodzi struty prawie cały dzień, a najmniejsze słowo wyprowadza go z równowagi. Nie potrafi sobie wyobrazić życia z jedną osobą dłużej niż pół roku, co porównuje do używania tej samej szczoteczki do zębów przez taki okres czasu.
Dość specyficzny człowiek.
Melvin się wita. I odda komuś byłą narzeczoną.
